PO ROZWODZIE – Grupa Wsparcia dla kobiet

Trwa nabór do GRUPY WSPARCIA DLA KOBIET – Dołącz do nas.  Zgłoszenia do końca stycznia! Liczba miejsc ograniczona.

okno_na_morzeRozstałaś się? Planujesz się rozstać? Zostałaś porzucona? Ty porzuciłaś? Kto Cię lepiej zrozumie, niż osoba, która przeżywa to samo? Od kogo dostaniesz więcej wsparcia niż od osób, które były już lub są w tym miejscu co Ty, może wiedzą już, co najbardziej wówczas pomaga i dziś już lepiej im z samymi sobą, a ich sprawy zaczynają się układać? Ty sama, dlatego że czujesz i przeżywasz podobnie, też możesz być wsparciem dla innych. Każda z nas jest wyjątkowa i inna, i może wnieść w spotkania z innymi kobietami swoje doświadczenia i mądrość, i dostać od innych to samo.

Warunkiem uczestnictwa w spotkaniach nie musi być rozwód – nie będziemy też namawiać do rozstań – raczej chcemy pomóc przeżywać trudne emocje, znajdować drogę do pełni siebie.

Strata ważnego związku jest trudnym doświadczeniem, wiąże się bowiem nie tylko ze stratą relacji ale także często z utratą poczucia bezpieczeństwa, upadkiem systemu wartości, niepewnością co do uczuć innych i własnych, destabilizacją emocjonalną, brakiem perspektyw… Często dochodzi pustka, rozgoryczenie, żal. I niezrozumienie ze strony bliskich i dalszych, którzy oczekują, że szybko „weźmiesz się w garść”.

Jeśli:
• jest Ci źle, czujesz się skrzywdzona
• straciłaś pewność siebie
• nie widzisz przyszłości albo widzisz ją w ciemnych barwach
• boisz się, że sobie nie poradzisz
• zastanawiasz się, czy kiedykolwiek będziesz jeszcze szczęśliwa
• szukasz nadziei, że będzie jeszcze dobrze i siły, by w to uwierzyć
zapisz się na grupę wsparcia PO ROZWODZIE. Grupa przeznaczona jest dla wszystkich kobiet w sytuacji okołorozwodowej (przed, po, w separacji), ale także dla pań będących po stracie związku nieformalnego.

Spotkania odbywają się dwa razy w miesiącu, co drugą środę (w sumie 12-14 spotkań, pół roku)  w godzinach 18.00 -20.00 (miejsce spotkań – Warszawa, śródmieście –  dokładny adres podamy po otrzymaniu zgłoszenia mailowego). Spotkamy się w kameralnym gronie, liczba miejsc ograniczona, liczy się kolejność zgłoszeń. Pierwsze spotkanie odbędzie się w środę 17 lutego o godz. 18.00.

Zapisy do końca stycznia i szczegółowe informacje: wpelnidnia(at)wpelnidnia.pl Cena za spotkanie: 35 zł

Czym jest grupa wsparcia: To grupa osób skupionych wokół tego samego problemu, w podobnej sytuacji życiowej. Zgodnie z założeniami osoby uczestniczące w Grupie wsparcia dają sobie wzajemne wsparcie emocjonalne, okazują zrozumienie i pomoc w rozwiązywaniu problemów. Uczestnicy dzielą się – w takim zakresie, w jakim chcą – swoimi przeżyciami i obawami. Osoby prowadzące grupę wsparcia zapewniają Uczestnikom atmosferę szacunku, empatii i poczucia bezpieczeństwa.

Cel grupy: dostarczenie zrozumienia (podobieństwo przeżyć) i emocjonalnego wsparcia („wiem, co czujesz”, „mnie w takiej sytuacji pomogło…”, „wiem, kto może ci pomóc”).

Prowadzenie: renata_male_kolkoRenata Mazurowska
jestem trenerem umiejętności osobistych i społecznych (ukończyłam Zaawansowane Szkolenia Trenerskie w Pracowni Psychologicznej Elżbiety Sołtys w Krakowie) a także psychoterapeutą w trakcie czteroletniego szkolenia w Studium Terapii Rodziny prowadzonym przez Ośrodek Rozwoju Umiejętności Psychologicznych Stowarzyszenia OPTA w Warszawie.

Publikuję artykuły o tematyce psychologicznej i zdrowotnej, m.in. w Magazynie SENS, jestem współautorką książek „BLISKO, NIE ZA BLISKO. Terapeutyczne rozmowy o związkach” (premiera październik 2012, Wydawnictwo HELION) a także ALFABET MIŁOŚCI z prof. B. Wojciszke (premiera luty 2015). Stworzyłam i prowadzę serwis Internetowy www.wpelnidnia.pl – strona kobiet pięknych, mądrych i dojrzałych.  Specjalizuję się w szkoleniach z obszaru rozwoju kompetencji osobistych i społecznych,  chcę towarzyszyć ludziom w ich przemianach i wspierać ich w poczuciu wpływu na satysfakcjonujące życie osobiste i zawodowe.

Zapraszam :)

Niech się darzy!

Życzę Ci  MIŁOŚCI – ale najpierw do samego siebie :) – dopiero tak nakarmieni jesteśmy w stanie dzielić się nią z innymi. Zatem życzę Ci miłości –   niech wypełnia Twoje serce019e1a23656a2695619869f256b1dd6fffbe0ada6d i będzie drogowskazem na cały 2016 rok – dla Ciebie i Twoich Bliskich :)

Renata Mazurowska

Trening indywidualny/Terapia

kamienie2Jeśli przeżywasz trudności w realizacji swoich zamierzeń, nie radzisz sobie ze złością lub innymi trudnymi emocjami, jeśli chciałabyś mieć więcej satysfakcji z relacji zawodowych czy w osobistych związkach – skontaktuj się ze mną (napisz na adres natha(at)wpelnidnia.pl) i umów na pierwszą, bezpłatną rozmowę, podczas której określimy Twoje potrzeby i dalszy plan działania. Zapraszam na godzinne sesje indywidualne (także przez Skype lub telefon) również wówczas, gdy nie radzisz sobie ze stratą związku a układanie życia po trudnym rozstaniu lub rozwodzie po prostu Cię przerasta.

Jeśli:
• jest Ci źle, czujesz się skrzywdzona
• straciłaś pewność siebie
• nie widzisz przyszłości albo widzisz ją w ciemnych barwach
• boisz się, że sobie nie poradzisz
• zastanawiasz się, czy kiedykolwiek będziesz jeszcze szczęśliwa
• szukasz nadziei, że będzie jeszcze dobrze, i siły, by w to uwierzyć
to trening osobisty jest dla Ciebie.

Nauczysz się, jak:
– o siebie zadbać
– dostrzegać i wzmacniać osobiste zasoby
– polegać na sobie
– dostrzegać dobre strony po wielkiej zmianie
– budować nowe relacje.
Cena indywidualnych konsultacji – 80 zł (60 minut).
Ważne: Trening możemy zrealizować niezależnie od miejsca Twojego zamieszkania – telefonicznie lub przez Internet – sesje są pełnowartościowe, nie tracą na jakości. To także dobra propozycja dla tych osób, które z różnych względów wolą zachować anonimowość (nie muszą ujawniać swojego wizerunku, danych osobistych jak np. imię i nazwisko itd.)
UWAGA: TRENING NIE JEST PSYCHOTERAPIĄ. Jeśli jednak myślisz o terapii dla siebie, także do mnie napisz (natha/at/wpelnidnia.pl/ i podaj kontakt telefoniczny do siebie. Oddzwonię.

Kim jestem:

133ae8_24184c4e467a885fcf9a2716936599deRenata Mazurowska: Jestem trenerem rozwoju umiejętności osobistych i psychospołecznych oraz psychoterapeutą w trakcie szkolenia. Ukończyłam Zaawansowane Szkolenia Trenerskie w Pracowni Psychologicznej Elżbiety Sołtys w Krakowie, obecnie szkolę się w Studium Terapii Rodziny przy Stowarzyszeniu OPTA w Warszawie . Publikuję artykuły o tematyce psychologicznej, edukacyjnej i zdrowotnej, m.in. w Magazynie SENS (Grupa ZWIERCIADŁO). Jestem współautorką książki „BLISKO, NIE ZA BLISKO. Terapeutyczne rozmowy o związkach” (obok Pawła Droździaka) – premiera październik 2012, Wydawnictwo HELION, a także ALFABETU MIŁOŚCI – napisanej z prof. Bogdanem Wojciszke, GWP 2015. Stworzyłam i prowadzę serwis Internetowy www.wpelnidnia.pl – strona kobiet pięknych, mądrych i dojrzałych.  Specjalizuję się w szkoleniach z obszaru rozwoju kompetencji osobistych, prowadzę też grupy wsparcia i sesje indywidualne – chcę towarzyszyć ludziom w ich przemianach i wspierać ich w poczuciu wpływu na satysfakcjonujące życie osobiste i zawodowe.

Akademia Dobrego Życia

133ae8_c5aa5e0f986922eccfbfd99b91a60248Dobre życie jest pragnieniem nas wszystkich, choć zapewne dla każdego, na różnych etapach życia, oznacza co innego. Zmieniamy się, dojrzewamy, rośnie nasza świadomość – szukamy sensu życia i spełnienia, radości i spokoju, miłości, zdrowia i szczęścia – i coraz częściej uświadamiamy sobie, że nie znajdujemy tego w świecie zewnętrznym, że szukać musimy w sobie.

Najpiękniejsze jest to, że ten wgląd w głąb siebie to podróż po najcenniejsze skarby, jakich się nawet nie spodziewamy w sobie odnaleźć, a przecież wystarczy sięgnąć…  :)

Zapraszamy do Akademii Dobrego Życia – na warsztaty, spotkania, sesje indywidualne i szkolenia  (aktualne znajdziesz w zakładce TERAPIA I WARSZTATY).

  • Wspieramy kompetencje osobiste.
  • Pokazujemy, jak koncentrować się na rozwiązaniach zamiast na problemach.
  • Uczymy korzystania z własnych zasobów, zwiększania potencjału, współpracy, skuteczności, brania odpowiedzialności i  rozwiązywania problemów.


Renata Mazurowska

133ae8_24184c4e467a885fcf9a2716936599deJestem trenerem rozwoju umiejętności osobistych i psychospołecznych oraz psychoterapeutą w trakcie szkolenia. Ukończyłam Zaawansowane Szkolenia Trenerskie w Pracowni Psychologicznej Elżbiety Sołtys w Krakowie, obecnie szkolę się w Studium Terapii Rodziny przy Stowarzyszeniu OPTA w Warszawie . Publikuję artykuły o tematyce psychologicznej, edukacyjnej i zdrowotnej, m.in. w Magazynie SENS (Grupa ZWIERCIADŁO). Jestem współautorką książki „BLISKO, NIE ZA BLISKO. Terapeutyczne rozmowy o związkach” (obok Pawła Droździaka) – premiera październik 2012, Wydawnictwo HELION, a także ALFABETU MIŁOŚCI – napisanej z prof. Bogdanem Wojciszke, GWP 2015. Stworzyłam i prowadzę serwis Internetowy www.wpelnidnia.pl – strona kobiet pięknych, mądrych i dojrzałych.  Specjalizuję się w szkoleniach z obszaru rozwoju kompetencji osobistych, prowadzę też grupy wsparcia i sesje indywidualne – chcę towarzyszyć ludziom w ich przemianach i wspierać ich w poczuciu wpływu na satysfakcjonujące życie osobiste i zawodowe.

WyBieraM SiEbiE – warsztat wspierający Twoje osobiste zasoby

kamienie2

KIEDY – sobota, 20 lutego, Warszawa

TRWA NABÓR, ZAPRASZAM :)

Jeśli czujesz, że gdzieś zabrnęłaś albo utknęłaś, jeśli tęsknisz za dawną radością życia, jeśli masz poczucie, że nie jesteś w tym miejscu w życiu w którym chciałaś być lub jeśli ważne wydarzenia życiowe zmuszają Cię do zadania sobie pytań:

Gdzie jestem?

Co jest dla mnie ważne?

Jak dalej chciałabym żyć?

Gdzie znajdę wsparcie?

to przyjdź na 8-godzinny warsztat rozwijający umiejętności osobiste pod nazwą WYBIERAM SIEBIE i dowiedz się:

jak mądrze troszczyć się o siebie

jak budować siłę psychofizyczną na zasobach osobistych

żyć w teraźniejszości i czerpać z tego garściami

– redukować stres

– być szczęśliwszą

realizować własne a nie cudze plany i wyobrażenia

– dostrzegać i doceniać siebie

– zwiększać życiową satysfakcję.

mOdUŁy spoTkaŃ:

  • ŻYCIE JEST TU I TERAZ (Jestem tu, nigdzie się nie spieszę, a to, co teraz robię jest dla mnie najważniejsze)
  • STRES POD KONTROLĄ (stresu nie da się uniknąć, ale można zarządzać sobą i w sytuacjach stresowych polegać na własnych zasobach)
  • ZASOBY OSOBISTE (to, co mnie buduje, co mnie wspiera)
  • SIŁA PRZEKONAŃ (to, co myślimy o sobie, o świecie albo nas niszczy albo buduje – przekonania można zmieniać, wraz z nimi zmieniamy swoje odczuwanie siebie i świata)
  • CHCĘ, MUSZĘ, POSTANAWIAM (to ja decyduję o tym, w jakim miejscu w życiu jestem)

Trudnych życiowych doświadczeń nie da się uniknąć, ale można nauczyć się zarządzać swoimi zasobami w taki sposób, żeby trudności nie pustoszyły naszego życia i zdrowia. Ze stanów napięcia nie można wyjść przez jeszcze większą mobilizację (co zwykle usiłujemy czynić), ale przez odprężenie, oddech, odpoczynek. Polegając na sobie.

pO tReNinGu:  
Rozpoznasz, że to w sobie mamy siły potrzebne nam do życia i prawidłowego funkcjonowania – okoliczności zewnętrzne wpływają na nas na tyle, na ile im pozwolimy. Nauczymy się, w jaki sposób budować w sobie siłę, jak się sobą zaopiekować, jak zmieniać przekonania, które nam nie służą.

tryb zAJęć: trening umiejętności, gry szkoleniowe, ćwiczenia, mini wykłady,

cZaS i mIeJscE: 20 lutego 20168 h szkoleniowych – Warszawa (adres otrzymasz po zgłoszeniu mailowym)

cEnA: 190 zł – a dla osób, które zarezerwują miejsce do końca stycznia rabat 10%, jeśli przyprowadzą drugą osobę – kolejne 10% upustu :) – zapraszam!

REZERWACJA UDZIAŁU – napisz na adres natha/at/wpelnidnia.pl (w miejscu /at/ wpisz znak @)

Trening prowadzi: 133ae8_24184c4e467a885fcf9a2716936599deRenata Mazurowska, trener umiejętności osobistych i społecznych, absolwentka zaawansowanych kursów trenerskich w Pracowni Psychologicznej Elżbiety Sołtys, psychoterapeuta  w trakcie szkolenia w Studium Terapii Rodziny Stowarzyszenia OPTA w Warszawie. Specjalizuje się w szkoleniach z obszaru umiejętności osobistych i rozwoju. Autorka tekstów dotyczących psychologii, zdrowia i edukacji, m.in. w Magazynie SENS (Grupa Zwierciadło), a także współautorka książek BLISKO, NIE ZA BLISKO. Terapeutyczne rozmowy o związkach (psychologiem i psychoterapeutą Pawłem Droździakiem)  oraz ALFABET MIŁOŚCI (z profesorem Bogdanem Wojciszke, psychologiem).

Prywatnie miłośniczka podróżowania, fotografowania, pisania i czytania. Interesuje się filozofią buddyjską i psychologią.

kONtaKt: natha/at/wpelnidnia.pl

 

Sztuka zachwytu

PIEKNE LISTKITo od nas zależy, jak widzimy świat. Może budzić radość albo przerażać, w zależności od tego, czy kierujemy się miłością, czy lękiem.

Ktoś spyta: Ale jak się zachwycać życiem w udrękach codzienności? Kiedy dni są podobne do siebie, irytują bliscy, w pracy się nie układa… Odpowiedź może się wydać prowokująca – otóż nawet wtedy życie w zachwycie jest możliwe, jeśli tylko tak postanowisz!

– Sztuka zachwytu to coś, co trzeba w sobie rozwijać i pielęgnować – przekonuje Bogusława M. Andrzejewska, psycholożka, doradca życiowy. – Mamy tę umiejętność w sobie jako dzieci, a potem gdzieś ją gubimy w pogoni za mniej ważnymi rzeczami. Warto nauczyć się radości życia i zauważania wokół siebie piękna.

By zachwycić się światem, wcale nie trzeba żyć w dostatku, bo większość rzeczy, które poruszają, mamy za darmo – promienie słońca, śpiew ptaków za oknem, ogród różany w parku… Obcując z muzyką, malarstwem czy kontemplując poezję, spotykamy się ze sobą na najczulszym, najgłębszym poziomie. – Sprawdza się stara prawda, że czasem ubogi człowiek może być bardziej szczęśliwy od milionera – mówi Bogusława M. Andrzejewska. – Ale musi mieć w sobie tę dziecięcą otwartość i prostolinijność. Nie musi jechać na Malediwy i opalać się nad basenem, wystarczy, że w ciepły letni dzień usiądzie na łące pod drzewem i będzie rozkoszował się zapachem nagrzanej słońcem trawy, błękitem nieba, szelestem liści…

O tym, że małe przyjemności są cenniejsze niż złoto, powtarzają wszystkie baśnie. A pomimo to nadal więcej ludzi chce zdobywać pieniądze niż nauczyć się szczęścia.

– Znam takich, którzy zapewnili sobie piękne, ciepłe domy, są zdrowi i nadal nie czują się szczęśliwi – dodaje psycholożka. – Będąc na ich miejscu, non stop byłabym jedną wielką ekstazą, dlaczego więc oni cierpią? Bo nie umieją się cieszyć życiem. Śpiąc w luksusowym łóżku, nie czują jego miękkości. Mają wielkie okna, a nie dostrzegają światła, które przez nie wpływa. Uczę bycia w zachwycie, bo jest o wiele ważniejsze od dostatku. Istotne także, żeby cieszyć się tym, co kupimy za pieniądze. To poczucie szczęścia kreuje dobre zarobki , a nie odwrotnie.

Carpe diem

Jest jeszcze jeden powód, dlaczego warto pielęgnować tę umiejętność. Będzie nam lepiej ze sobą żyć. W zachwycie otwieramy się na piękno i moc wszechświata, dostrajamy do jego pozytywnej energii – a ona nas karmi, wzmacnia. To działa też na głębszych poziomach – umysł uczy się wrażliwości na piękno i łatwiej mu je potem dostrzegać. Zaczyna więc zauważać je częściej, nawet w małych rzeczach. – Wyrabia się nawyk, który ułatwia skupienie się na tym, co dobre i piękne – stwierdza Bogusława M. Andrzejewska. – Odkrywam tę magiczną siłę od lat i sama po sobie widzę, że to działa. Zawsze znajdzie się coś do pokochania, świat jest przecież tak niewiarygodnie piękny!

Przewodnicy duchowi, nauczyciele rozwoju pytają: „Po czyjej stronie jest odpowiedzialność za to, aby żyć dobrze lub bardzo dobrze?”. I podpowiadają: „Bądź zmianą, której pragniesz”. Patrzenie na życie z zachwytem wymaga zaangażowania. Ale nie wymaga specjalnych przygotowań. Zacząć można w każdym momencie. To kwestia decyzji. Kolekcjonuj chwile, zachwycaj się nimi, a zobaczysz, że powodów do zachwytu będzie coraz więcej! Albert Einstein powiedział kiedyś: „Są tylko dwa sposoby przejścia przez życie. Jeden, jakby nic nie było cudem, i drugi, jakby wszystko nim było”. Ty wybierasz.

Renata Mazurowska

artykuł ukazał się w miesięczniku SENS www.zwierciadlo.pl

 

 

Moja Transformacja

(ankieta, którą wypełniłam w 2013 r. na prośbę portalu Moja Transformacja – http://www.mojatransformacja.net/moja-transformacja-renata-mazurowska/)

Renata Mazurowska, dziennikarka, założycielka strony www.wpelnidnia.pl, trenerka rozwoju umiejętności osobistych i społecznych, współautorka książki Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach.

133ae8_24184c4e467a885fcf9a2716936599de1. Jaką praktykę duchową najchętniej stosujesz? Nie mam wybranej – lubię myśleć o sobie, że jestem w drodze – rozglądam się, patrzę, czytam, rozmawiam – albo z tego czerpię, albo nie i idę dalej. Zatem poznawanie, bycie w drodze jest chyba moją najczęstszą praktyką duchową. Z filozofii duchowych najbliższy jest mi buddyzm… Ale nie zapominając o swoich duchowych korzeniach mam też czasem wielką potrzebę, by kontemplować ciszę w kościele, pomodlić się.

2. Czy masz swojego duchowego przewodnika? W dążeniu do poczucia sensu i harmonii pomaga mi Dalajlama, do którego książek chętnie powracam. Także Thích Nhất Hạnh, wietnamski mnich buddyjski i jego „Cud uważności”. Czasem takim przewodnikiem może też być inny człowiek, dziecko a nawet kot :) Raczej nie stawiam nikomu ołtarzy, mam nadzieję, że coraz częściej udaje mi się dostrzec, że nauka płynie zewsząd.

3. Najważniejszy moment Twojej wewnętrznej transformacji to… Bez wątpienia silne przeżycia emocjonalne, w reakcji na stres wywołany prywatnym trzęsieniem ziemi… Nie pamiętam, w jaki sposób trafiła wówczas do mnie książka Pemy Cziedryn „Kiedy życie nas przerasta”, ale dobrze, że trafiła, to dzięki niej rozpoczęłam wędrówkę na drodze do zmian. Ta książka pozwoliła mi spojrzeć na życie z zupełnie innej perspektywy, wtedy też pierwszy raz bliżej zetknęłam się z naukami buddyjskimi, do których później często zaglądałam.

4. Co lub kto jest inspiracją dla Twojego rozwoju osobistego, duchowego? Świadomość.

5. Jak równoważysz istnienie świata materii ze światem duchowym na co dzień? Praktykuję wdzięczność, każdego wieczoru, przed zaśnięciem, dziękuję za dobre rzeczy, które mnie dziś spotkały. Zwracam uwagę na to, co jem – staram się dostarczyć mojemu organizmowi wartościowych produktów. Zwracam uwagę na jakość relacji z innymi ludźmi – dążę do równowagi, do wzajemności. Popieram projekty proekologiczne i sama uczę się tak żyć.

6. Jak dbasz o zdrowie psychiczne? Starając się żyć w równowadze, szukając jasnych stron, będąc wdzięczna.

7. Jak dbasz o zdrowie fizyczne? Staram się racjonalnie odżywiać, zwracać uwagę na to, co jem. Dużo spaceruję. A po skończonej rehabilitacji barku wracam na jogę, :-)

8. Czym jest dla Ciebie wewnętrzna równowaga? Dlaczego jest dla Ciebie ważna? Wewnętrzna równowaga jest stanem, do którego dążę. Jak każda inna równowaga wymaga ona uważności, niepopadania w skrajności – chciałabym, by któregoś dnia stała się dla mnie czymś tak naturalnym, bym nie musiała się zastanawiać, czy udaje mi się ją utrzymać. :-) Wewnętrzna równowaga jest ważna, bo pozwala nam przyjmować świat, rzeczy i ludzi takimi, jakie są – bez oceniania, bez wartościowania, ale to jest trudne, gdy wokół dzieje się coś złego, co budzi lęk albo sprzeciw. Zarówno w najbliższym otoczeniu, jak i globalnie – trudno jest pogodzić się z cierpieniem… Trzeba tez jednak pamiętać, by nie brać odpowiedzialności za innych i cały świat. Ale już za siebie odpowiedzialność wziąć można i wtedy równowaga wewnętrzna – czyli poczucie zgody, harmonii ze wszystkim wokół, pogodna akceptacja tego, czego zmienić się nie da – bardzo w życiu świadomym pomaga. Niesie spokój.

9. Jak pielęgnujesz wewnętrzny spokój? :-) No właśnie starając się utrzymać ten wewnętrzny balans… Na to składa się i wdzięczność, i życzliwość, i współodczuwanie, ale także unikanie, czy może bardziej świadomie – wybieranie. Wybieranie z kim przebywam, jakie emocje chcę przeżywać, pogodna akceptacja tego, na co wpływu nie mam, jak i kiedy pracuję, czy to, czym się zajmuję sprawia mi radość i przyjemność i czy jest użyteczne; jakimi kolorami się otaczam, jakiej muzyki słucham, a nawet jakich słów dobieram itd. Czyli znów – świadomość. :-)

10. Jakie jest największe osiągnięcie, które wynikło z Twojego osobistego rozwoju? Świadome życie.

11. Czy rozwój osobisty zmienia Twój stosunek do rodziny, społeczeństwa, ludzkości i wszechświata? Na pewno. Na bardziej życzliwy, rozumiejący, współczujący. Zmienia też stosunek do siebie. Nie jestem już centrum wszechświata, świat nic nie jest mi winien. :-) Jestem częścią rodziny, społeczeństwa, ludzkości, wszechświata, współodpowiedzialna za ten świat tak samo jak wszyscy inni.

12. Jaki nawyk Twojej osobowości, charakteru chciałabyś zmienić? Nie wiem… Chyba żaden z moich nawyków aż tak bardzo mi nie przeszkadza. :-) Z pewnością nie wszystko jest idealne, ale ja do tego ideału nie dążę. Jestem świadoma swoich słabości, ale już z nimi nie walczę. Powoli wprowadzam zmiany i… nawyki same się zmieniają. :-) Niektóre być może będą niezmienne – i to też jest ok.

13. Twoje postrzegania świata i siebie zmieniło się, gdy… … przeczytałam „Kiedy życie nas przerasta”.

14. Czy wiesz, co jest Twoją siłą? W którym momencie to zrozumiałaś? Współczucie, empatia. Chyba zawsze to wiedziałam. :-)

15. Czy akceptujesz siebie w pełni? Tak, tak, tak! Nareszcie. :-)

16. Co jest największym wyzwaniem w Twoim rozwoju osobistym? Bycie w równowadze.

17. Co robisz, aby temu sprostać? To wszystko, co już opisałam wyżej. :-)

18. Jak rozumiesz świadome życie? Wiedza i wybór. Odpowiedzialność za siebie. Bycie tu i teraz. Wdzięczność. Harmonia.

19. Czego życzysz sobie samej? Harmonii, wdzięczności, radości, pogody ducha. Zdrowia. Miłości. Dobrego, świadomego życia po prostu. :-)

20. Czego życzysz wszystkim ludziom? Tego samego, co sobie.

Powrót do domu

powrot do domuNawet jeśli nie czytałaś pierwszej części sagi Katarzyny Drogiej – „Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca” – możesz sięgnąć po „Powrót do domu”, bo poprowadzi cię w barwny sposób przez zawiłe losy nie tylko rodzin, miłosnych związków, zmian powojennej Polski – jej obyczajowości, systemów politycznych, codzienności, ale nade wszystko głównych bohaterów sagi, których przeżycia i emocje wspaniale opisała, opierając się na losach własnej rodziny, Katarzyna Droga. Wielka historia przeplata się z małymi ludzkimi sprawami, przekazy rodzinne obrastają w legendę… Dynamiczne pełne życia postaci, barwny język, dramaty i radości codziennego dnia, namiętności i zdrady tworzą sagę rodzinną, w której czytelnik odnajdzie bliskie swemu sercu emocje i historie.

Oto, co Autorka, Katarzyna Droga, powiedziała Monice Stachurze w wywiadzie dla „Zwierciadła”:

Monika Stachura: Wszyscy zachwycają się pięknem „pierwszej miłości”, a ty w swoich książkach promujesz drugą a nawet trzecią miłość. Dlaczego?
Katarzyna Droga
: Bo te „kolejne” miłości na to zasługują. One się często zdarzają, są trwałe,  ważne, chociaż wszyscy piszą o tej pierwszej. Ja także wychowałam się na romantycznym micie pierwszego uczucia – a potem, obserwując losy pokoleń swojej rodziny, ale także rówieśników, czy własne, ze zdumieniem ujrzałam, że … to druga miłość bywa tą na całe życie. Że człowiek nie zawsze rozumie siebie od razu, że jeśli los przeszkodzi w spełnieniu tej pierwszej, to może ma swój cel. Życie nie potwierdza siły pierwszej miłości. Poznałam – i opisałam – wiele par, które bardzo szczęśliwie kochały się w drugim a nawet trzecim związku. A najwspanialsza wydała mi się miłość dojrzała, ludzi, którzy odnajdują się późno, kiedy, zdawałoby się, powinni wnuki bawić. A oni się kochają – i jak! Komedie romantyczne i literatura utrwaliły stereotyp miłości ludzi młodych, pięknych, zadbanych. A  co z uczuciami starszych i starych, niezbyt pięknych? Otóż jest. Bywa, że los funduje im miłość namiętną i ognistą. Co z tego, że późną?

Nie oszczędzasz bohaterom smutków związanych z miłością. W pierwszej części „Pokoleń” złożyłaś miłości ofiarę z Cezaryny, ukochanej siostry głównej bohaterki, w drugiej – „Powrót do domu” – najpierw pozwoliłaś kochankom pokonać przeszkody „nie do pokonania”, a potem nie uchroniłaś ich związku od rozczarowań…
Bo takie jest życie. Ja występuję w roli kronikarza, może obserwatora, a tak naprawdę życie napisało te historie. Dzieje Cezaryny są prawdziwe, jej mąż nie mógł znieść rozstania z nią, chociaż kiedy byli małżeństwem zadręczał ją. Z miłości. Nigdzie nie ma gwarancji, że miłość jest dana jedyna, raz na zawsze, bez pokus, bez chwil próby. Chciałam uchwycić to, że ma różne oblicza a czasem … po prostu przemija. I że można uświadomić sobie wątpliwości na pięć minut przed ślubem. Mam nadzieję, że udało mi się też powiedzieć, że prawdziwa miłość najczęściej w końcu zwycięża.

Oba tomy „Pokoleń” to także historia innej miłości – niewyczerpanej, niesłabnącej miłości Janki do miejsca, w którym się urodziła, do Strękowa. Czy rozumiesz to uczucie?
Z każdym rokiem lepiej. Jeżdżę tam coraz częściej. Nie widzę siebie w przyszłości, na tak zwane stare lata, w mieście, tylko tam, w domu wybudowanym przez rodziców, pod drzewami, które sadzili. Myślę, że kiedy człowiek jest młody, pragnie poszwendać się po świecie, poznać obce tereny, ale z wiekiem zaczyna rozumieć siłę swojej małej ojczyzny, rodzinnego domu. Janka też najpierw pomieszkała tu i tam, w Poznaniu i w Białymstoku. Różnica między nami jest taka, że ona wiedziała od zawsze, gdzie jest jej dom, ja musiałam zrozumieć.

„Pokolenia” to nie kronika, wiele wątków nawiązuje jednak do historii twojej rodziny. Czy taki rodzinny bagaż pomagał ci przy pisaniu, czy wprost przeciwnie – czasami miałaś ochotę przemilczeć coś „niepolitycznego”?
Pomagał, bo dawał mi misję, spełniałam obietnicę daną matce, że to wszystko spiszę. Pomagał, bo dawał materiał – nie wymyśliłabym sama takich zawirowań losu. Przeszkadzał, bo sporo bohaterów żyje, ja ich cenię, kocham, nie chciałabym dotknąć. Dlatego musiałam pilnować granicy tego co, ujawnić mogę, a co powinnam przemilczeć. Są takie zdarzenia.

Powieść czyta się jednym tchem, ale stawiasz przed czytelnikiem duże wyzwanie, bo i postaci, i zdarzeń niemało. Jak sobie radziłaś, żeby sama nie pogubić się w tym gąszczu?
Miałam notatki, drzewo genealogiczne, zdjęcia. Do pewnego momentu pamiętniki mamy. Ja znam te historie, osoby, więc raczej się nie gubiłam. Mam też nadzieję, że wątki główne są jasne, a jeśli ktoś się zgubi przy stryjecznych babkach i nie będzie pamiętał, która wyszła za trzydzieści lat młodszego przystojniaka, a która uciekała oknem z ukochanym – to nic się nie stanie, nie ma to wpływu na wiedzę o głównych postaciach czy czasach PRL-u. No i po coś są na świecie uważni redaktorzy!

Akcja kończy się dosłownie kilka lat wstecz. Opisujesz w niej bardzo poruszające momenty swojego życia. Nie ukrywam, że kilka scen opłakałam. A jak ty poradziłaś sobie z emocjami przy pisaniu?
Powrót do przeszłości opłaciłam silnymi emocjami, łez także nie brakło. Pozwoliłam im płynąć i rządzić tym czasem pisania i wspominania. Ale łzy przynoszą oczyszczenie – taki prywatny, uboczny skutek pisania, przeżycia tego jeszcze raz. Chciałam zrozumieć cel niektórych zakrętów zdarzeń czy decyzji – czasem ludzkich, a czasem losu. Lubię poza tym myśleć, że umiem wzruszać ludzi. Może w naszych czasach, kiedy w filmach, książkach jest tyle sensacji, brutalności potrzebujemy czystych wzruszeń?

Od lat żyjesz z pisania, ale saga „Pokolenia” to twój debiut literacki. Co zmieniły w tobie te powieści?
Pisanie książki to zupełnie co innego niż pisanie artykułów, poradników a nawet felietonów czy wstępniaków. Wkracza się w inny świat – równoległy, wciągający na wiele godzin. A jeszcze jeśli to są historie własnej rodziny i zdarzenia prawdziwe, to pisanie staje się nie tylko pracą, ale i przeżyciem, odnalezieniem siebie, rozliczeniem ze sobą. Te powieści uporządkowały mi wiele spraw, utwierdziły mnie w pewnych mniemaniach, określiły miejsce w rodzinnej konstelacji – wbrew pozorom to bardzo dużo. Nie byłam przekonana do tytułu drugiej części: „Powrót do domu”, ale teraz wiem, że jest słuszny, bo te książki o Podlasiu, gdzie upłynęło mi dzieciństwo, o tym jak moi rodzice zamieszkali nad Narwiąto nic innego jak mój własny powrót do domu.

„Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca”,  Pokolenia. Powrót do domu”, Katarzyna Droga, SENSUS 2013, 2015

Kalendarz SPIRALA 2016

Spirala2016-okladkaMala-196x300Kalendarz dla kobiet Spirala, wzorowany jest na słynnym amerykańskim We’Moon. Zawiera kolorowe ilustracje i inspirujące teksty tworzone przez kobiety dla kobiet. Oprócz tego dokładne godziny przechodzenia Słońca i Księżyca do kolejnych znaków, fazy Księżyca, równonoce i przesilenia, opisy świąt na Kole Roku, czyli to, co każda wiedźma wiedzieć powinna.

Spirala 2016 to wyjątkowy kalendarz dla kobiet tworzony przez kobiety. Jest czymś więcej niż notatnikiem, w którym zapisuje się kolejne spotkania, zebrania i zaznacza nieprzekraczalne terminy. Spirala to kalendarz-spotkanie. Z kobietą w sobie i z innymi kobietami.

Już po raz czwarty spotykamy się w wielkim kobiecym kręgu Spirali – kalendarza dla kobiet tworzonego przez kobiety i tak jak w każdym kręgu dzielimy się naszymi doświadczeniami i naszą mądrością, ucząc się nawzajem i inspirując. Tematem przewodnim na 2016 rok jest TA, KTÓRA WIE.

Kalendarze (ograniczona, kolekcjonerska liczba egz) można zamówić tu: http://www.berckana.pl/kalendarz-spirala/

KalendarzSpirala78-79

BHP związków wielokrotnych

autor: Paweł Droździak, psycholog

Legenda o partnerze jednym raz na całe życie działa podobnie jak magia oglądania filmów. Jak to jest z kinem? Wchodzimy, siadamy z popcornem i colą i wpatrujemy się w ekran. Przez pierwszych kilka minut jakbyśmy wczuwali się w rytm. To jak pierwsze minuty pierwszej randki. Stopniowo zaczynamy się wkręcać.

W głowie jest jeszcze coś z klimatu kinowego hallu, jakieś strzępki wspomnień z szukania miejsca do parkowania, może myśl o kimś, kto mógłby zadzwonić na telefon, który wyciszamy, ale jednak… wyciszamy go. Dźwięk dzwonka w środku seansu uważany jest za szczyt grubiaństwa, bo przypomina nam o realności. Przed chwilą lecieliśmy dwupłatowcem nad Afryką i nagle znaleźliśmy się na powrót w banalnej, ciemnej sali pełnej krzeseł. A przecież przyszliśmy tu, by się dać zahipnotyzować. Chcemy wyobrażać sobie, że to, co widzimy, dzieje się naprawdę. Gasimy światła w sali, by nie widzieć niczego, co by nam to zakłócało. Film który oglądamy na pewno nie jest ani pierwszym, ani ostatnim który zdarzy się nam widzieć, ale podczas seansu liczy się tylko on i tylko ten jeden jest wtedy prawdziwy. Ze związkami międzyludzkimi jest trochę podobnie.
Tak jak w kinie…

Analogia sięga nawet dalej. Filmy kręci się od ponad stu lat. Niemożliwe, by scena na którą patrzymy, nie była podobna do czegoś, co już nakręcono wcześniej. Jako widzowie możemy dobrze się bawić, dopóki nie dostrzeżemy tego podobieństwa. Gdy jest zbyt nachalne, czujemy się, jakby ktoś obok nie wyciszył telefonu. Przypominamy sobie, że oglądaliśmy wcześniej inne filmy, że ten też przecież nie jest ostatni i hipnoza przestaje nam działać. Chcieliśmy dać się oszukać, ale zrobiono to tak niezręcznie, że oto jakby mówili nam wprost, że przez kilka ostatnich minut byliśmy mamieni.

To drażni.

Niektórzy twórcy skaczą poziom wyżej i puszczając do nas oko celowo bawią się takim efektem. Wiele komedii polega na jawnym prowadzeniu nas od jednego filmowego nawiązania do drugiego. Rozpoznajemy je wszystkie kolejno i raz po raz wchodząc w trans i z niego wychodząc, bawimy się razem z autorem.

Jest tak, jakby mówił do nas: „A pamiętasz, jak dałeś się wtedy oszukać? Teraz już rozumiesz, że to tylko film, ale popatrz, jak można było cię tym kiedyś zahipnotyzować”. Kiedy widzimy, jak Pazura w Kilerze małpuje Jeana Reno z „Leona Zawodowca”, De Niro z „Taksówkarza”, a w końcu nawet Lindę – swego nieodłącznego partnera w tylu innych filmach, uświadomienie sobie własnej dawnej wiary w to, że akcja „dzieje się naprawdę”, wydobywa nam z brzucha porcję tęgiego rechotu.

Instynktownie uznawane przekonanie, że osoba, z którą właśnie się wiążemy, będzie ostatnią jaką nam się zdarzy poznać, to rodzaj paktu o nieagresji z własną pamięcią i zdrowym rozsądkiem. Umawiamy się z nimi, że przez pewien czas nie będziemy wchodzić sobie w drogę. Gdybyśmy zamiast tego wciąż katowali się pamięcią, że nasz aktualny partner to tylko kolejna z szeregu ważnych osób w naszym życiu, w ogóle nie moglibyśmy korzystać z tego, co właśnie się dzieje. Czujemy, że ta osoba jest jedyną istotną, tak jak w trakcie oglądania filmu nie myślimy o żadnym poprzednim. Inaczej się nie da. Ale nieubłagana statystyczna prawda jest taka, że większość z nas miało więcej niż jeden związek w życiu i że na osoby, które naprawdę przeżyły cały swój czas mając tylko jednego partnera, patrzymy dziś trochę podejrzliwie. Tak więc umawiamy się na randki i poznajemy na nich lepiej, by po przejściu kilku etapów kinowej iluzji w końcu rozstawać się. Przeżywamy odejście partnera jak śmierć, ale po jakimś czasie niemal zawsze zjawia się ktoś nowy.To karkołomna zabawa. Właściwie dopiero gdy pomyśli się o tym w tak cyniczny sposób, uświadamiamy sobie, jak bardzo to jest niebezpieczne. Jako całe wielkie społeczeństwo umówiliśmy się (całkiem zresztą niedawno), że związki mogą nie być na całe życie. Czyli umówiliśmy się, że będziemy przeżywać rozstania. A jeśli tak jest, to relacje z płcią przeciwną stają się jednym z tych zajęć, przy których warto mieć odruchy, chroniące nas gdy wyłączy się myślenie. BeHaPe. Zawodowy elektryk nie zaczyna pracy przy kablu od chwycenia go ręką. Najpierw dotyka go grzbietem dłoni. Jeśli kabel znajduje się pod prądem, porażenie wywoła mimowolny skurcz mięśni i palce zacisną się. Przy dotknięciu grzbietem ta reakcja uratuje nas, bo ręka, zamykając się, oddali się od źródła prądu. Gdybyśmy zamiast tego chwycili kabel dłonią, ten sam odruch sprawi, że nie zdołamy go puścić. Elektryk nie zastanawia się nad tym. Ma odruch.
W związkach z płcią przeciwną (lub inną preferowaną) też warto sobie kilka takich odruchów wyrobić. Działają, gdy nie myślimy. Niewiele szkodzą, gdy nie są potrzebne, a w niektórych życiowych sytuacjach efekty ich stosowania bywają wprost nieocenione.

Przepisy „związkowego” BHP:

Po pierwsze – nie w pracy.

Ani w żadnym innym miejscu, którego nie możemy w razie czego szybko wymienić na inne. Czy naprawdę to trzeba tłumaczyć? Zaczynając to w pracy, miewamy nieodparte wrażenie, że to, co się właśnie zaczyna, nie skończy się nigdy. Zawsze będziemy tam pracowali. Zawsze będziemy tam się spotykać z tą osobą… Prawda? Niestety nieprawda.

W większości przypadków jest tak, że związek się kończy a pracę trudno zmienić na inną. Codzienne kwaśne pogawędki z byłym partnerem przy ksero to przeżywanie całej złości i frustracji z rozstania każdego dnia na nowo. Jak plaster, który odklejasz, przyklejasz, odklejasz i znów przyklejasz.. W najgorszym ze scenariuszy, nie mogąc ani znieść takich uczuć, ani odizolować się skutecznie, próbujemy wrócić. Rozpoczynamy więc tę samą historię wciąż na nowo, nieuchronnie powtarzając ten sam uraz bez końca. Trudno to sobie wyobrazić, gdy biurowa miłość się zaczyna. Dlatego warto po prostu mieć odruch. Nigdy w pracy.

Po drugie – nie wracać.

Jeśli coś się skończyło, to się skończyło. Pewien cykl się dopełnił. Należy wyciągnąć wnioski i zastosować je z kolejną osobą. Powtarzanie prowadzi do powtarzania. Jeśli ciągle robisz to samo, będziesz mieć ciągle to samo. Jeśli wierzysz, że to nie jest to samo, bo ty się zmieniłaś, jakim cudem tej całkiem innej osobie wciąż podoba się ten sam mężczyzna? Nie zmieniłaś się. Jeśli on jest gotów wrócić, to znaczy, że też się nie zmienił. Uzasadnienie – patrz wyżej. Tak więc będąc wciąż tymi samymi osobami, nieuchronnie musicie to samo powtórzyć. Po prostu nie wracać. Wyrobić sobie taki odruch. Po roku docenia się, jak jest pożyteczny.

Po trzecie – nie dzwonić i nie pisać do byłego z prośbami, wypłakiwaniem się lub pretensjami o złamane serce, wiarę w ludzi, życie, nadzieje (niepotrzebne skreślić).

Można sobie na to pozwolić pierwszego dnia w ilości jednego, maksymalnie do trzech smsów. Później jednak powinna nastąpić błogosławiona cisza. A jego smsów nie czytać. Telefony załatwiać z minutnikiem w ręku. Trzydzieści sekund do odłożenia słuchawki, a każdy kolejny telefon 10 sekund mniej. To nie jest agresja czy okrucieństwo. To zdrowy rozsądek. Jeśli coś się skończyło, to się skończyło. Chęć dzwonienia i pisania należy rozładowywać z przyjaciółmi lub rodzicami. W końcu od tego ich mamy.

Po czwarte – jeśli jesteś w związku, zachowaj kontakty z własnymi przyjaciółmi sprzed poznania partnera.

Jeśli partner nie akceptuje twoich przyjaciół lub ty nie akceptujesz jego przyjaciół i wolałabyś, by z nimi zerwał, to przykro mi to pisać, ale jesteście kiepską parą i nic z tego nie będzie. Przyjaciele będą ci potrzebni przy kończeniu. Ale teraz o tym nie myśl. Zresztą żadnego kończenia nie przewidujemy. Po prostu z nimi nie zrywaj, dzięki odruchowi BHP.

Po piąte – nie rzucaj pracy ani szkoły.

Nigdy. W życiu zdarzyło mi się pracować z wieloma kobietami, które miały za sobą długoletnie związki. Wśród tych, które kiedyś rzuciły pracę lub szkołę, by być bliżej partnera, nie było ani jednej, która by tego nie żałowała. Te z moich pacjentek, które były w udanych, długoletnich relacjach, niewiele się tu zresztą różnią. Niezależnie ile twój partner zarabia, nie porzucaj tego, co robisz. Po prostu warto mieć taki instynkt.

Po szóste – nie licz na to, że partner stanie się inną osobą, dzięki twoim upartym staraniom, podziwu godnej ofiarności lub niezwykłym psychologicznym talentom do wyprowadzania zabłąkanych owieczek na prostą.

To fikcja. Nie sugeruj też partnerowi, że ty staniesz się inną osobą, jeżeli on tego chce. Faktycznie, czasem zdarza się, że ktoś zrozumie coś, czego wcześniej nie pojmował albo nauczy się czegoś nowego, ale na tym poziomie struktury charakteru, na którym ludzie dobierają się ze sobą jako para, nie zmieniamy się praktycznie nigdy. Jeśli nie wierzysz, pogadaj z kimś, kto zaliczył już spotkanie klasowe po trzydziestu latach od skończenia szkoły. Spytaj, ile czasu zajęło mu rozpoznanie kolegów ze szkolnej ławki. Nawet przy kompletnie zmienionym ubraniu, fryzurze i rysach wystarcza, że ktoś wykona jeden gest, krok lub powie słowo, byśmy zobaczyli w nim tę samą osobę, którą znaliśmy trzydzieści lat temu. Ludzie się nie zmieniają. Partner jest, jaki jest. Nie narzekaj, że taki jest, bo będziesz narzekać tak przez całe życie. Równie dobrze można zrzędzić, że motocykl nie ma dachu. Motocykl nie ma dachu. Po prostu. A motocykl z dorobionym dachem nie ma szans zostać nawet maluchem. Partner jest, jaki jest i taki zostanie. Albo to zaakceptujesz, albo odejdziesz. Wyrób odruch zmieniania partnera NA kogoś innego, zamiast zmieniania go W kogoś innego. Miej odruch. A jeśli zamiast zadziałania tym zdrowym odruchem niepowstrzymanie popadasz w zrzędzenie na wciąż tę samą i wciąż nieubłaganie taką samą osobę, idź na terapię. Ale nie wysyłaj jego na terapię. Ty idź na terapię. Dowiedz się, czemu nie jesteś w stanie uznać faktu, że motocykl nie ma dachu i po prostu kupić samochodu. To może być ważne.

Po siódme – miej odruch uciekania, kiedy się boisz i unikania tego, co boli.

To bardzo prosty, zwierzęcy instynkt, który u części z nas został zablokowany przez niewłaściwe wychowanie. Zwierzę, które się boi jakiejś osoby, ucieka od niej. Jeśli coś powoduje ból, zwierzę unika tego w przyszłości. Człowiek o niezablokowanym instynkcie samozachowawczym robi to samo. Jeśli się przestraszysz jakiegoś mężczyzny, nie spotykaj się z nim nigdy więcej. Po prostu wyrób sobie taki odruch. Jeśli zauważasz, że nie dajesz rady go sobie wyrobić, idź na terapię. Dowiedz się, czemu nie uciekasz, kiedy się boisz.

Po ósme – nie przechodź płynnie z jednego związku w drugi.

Zawsze powinna być przerwa. Przy krótszych relacjach potrzebne jest kilka tygodni. Przy takich, które trwały kilka lat, dobrze mieć przynajmniej rok spokoju. Nieprzestrzeganie takiej kwarantanny wiąże się z trzema niebezpieczeństwami. Pierwsze – że odreagujesz na nowym partnerze to, co dotyczy poprzedniego. Drugie – że związek z nowym partnerem jest w istocie pewną formą relacji z tym poprzednim, a ta nowa osoba będzie jedynie używana w jakiejś grze z nim. Trzecie – że tak naprawdę nie jest istotny żaden z partnerów, a to co tu działa, to jedynie twoja niezdolność do funkcjonowania samodzielnie. Tego się nie da ogarnąć teoretycznie. Trzeba po prostu odbyć okres samotności. Nieprzechodzenie z jednego związku w drugi nie jest też czymś, co ludzie robią instynktownie. Raczej należy wyrobić sobie taki odruch.

Po dziewiąte – trzymaj wasze mamy z dala od was.

Pamiętaj, że dla dobrze dobranej pary mamy są jak gwiazdy. Nie ma nic bardziej romantycznego, niż wspólnie podziwiać je przez teleskop w ciepłą letnią noc. Jeśli twój partner twierdzi, że trzymanie którejś na odległość ci nie wychodzi, spytaj go czy jest pewien. Jeśli jest pewien, rzuć go natychmiast i zostań z tą mamą, o którą chodzi. On nie rozumie, czym jest prawdziwa lojalność. To nie jest facet dla ciebie. Jeśli nie możesz go rzucić, a mimo to on wciąż twierdzi, że trzymanie mamy z dala od was ci nie wychodzi, idź na terapię. Zanim jednak wydasz pieniądze na terapeutę, spróbuj wyrobić odruch.

Po dziesiąte – sprawdzaj, czy uprawiacie seks.

Z tym jest jak z przeglądem w samochodzie. Nikt nie pamięta, kiedy to robił ostatnio. Trzeba sprawdzać jedno i drugie. Jeśli przegląd w samochodzie jest nieaktualny, jest to bardzo niepokojące. Jeśli od dawna nie uprawiacie seksu, też nie jest najlepiej. Sprawdź, czy twój partner się o to złości. Jeśli tak, to w porządku. To znaczy, że żyje. Jeśli nie, spytaj dlaczego. To może być ważne.
Paweł Droździak, psycholog
http://skuteczna-psychoterapia.pl

strona kobiet pięknych, mądrych i dojrzałych