Z Bogusławem Włodawcem, psychologiem, psychoterapeutą, redaktorem portalu Psychologia.net.pl rozmawia Renata Mazurowska
- Dlaczego zdradzamy? - Najprościej? Mamy w tym ewolucyjny interes. Mężczyźni zdradzają po to, by rozsiać swoje geny i mieć potomstwo z wieloma kobietami. Natomiast kobiety stosują strategię podwójnego kryterium: co innego mąż, co innego kochanek. Mąż ma zapewniać utrzymanie, opiekę nad potomstwem i może mieć średni garnitur genów. Ważne, by był przywiązany i żeby można było na niego liczyć. Partner na przelotny romans musi natomiast mieć odpowiedni genotyp, który warto powielić, ale może być nieodpowiedzialny, nie nadawać się na męża. - Nie przeszkadza to zjawisku, że mężczyzna w średnim wieku zostawia swoją „wysłużoną” partnerkę i podąża za dużo młodszą kobietą. I tu też winna jest ewolucja? - Mówimy tu o tzw. kryzysie wieku średniego. Mężczyźni 40-, 50-letni mogą pomyśleć, że to już ostatni dzwonek, żeby zdobyć młodą, atrakcyjną partnerkę. 
- Co jednak z kobietami, które spędziły z mężczyzną swoją młodość, urodziły mu dzieci, prowadziły dom przed 20 lat? - Kobiety są najbardziej atrakcyjne w wieku dwudziestu paru lat. Mają wówczas tendencję, by łatwo zostawiać partnera, gdy tylko trafi się ktoś bardziej atrakcyjny - bywają niekiedy bardzo bezwzględne wobec mężczyzn. Po mniej więcej 20 latach sytuacja się odwraca – wtedy czterdziestoletni mężczyźni bywają bezwzględni wobec kobiet. Oczywiście zarówno jedno, jak i drugie zjawisko nie powinno mieć miejsca. Jak ma sobie jednak poradzić młody, zakochany człowiek, którego dziewczyna też deklarowała miłość, ślub, ale właśnie spotkała kogoś bardziej atrakcyjnego i odchodzi? Albo kobieta, która zainwestowała w małżeństwo, urodziła dzieci, a mąż znalazł atrakcyjniejszą, młodszą? Myślę, że jeśli związku nie da się uratować, trzeba pogodzić się ze stratą. Odbyć żałobę. Pożegnać się. Wyrazić złość w jakiejś symbolicznej formie, niekoniecznie poprzez długie procesy i nękanie. Wybaczyć, a następnie układać swoje życie na tym, co zostało. - Emocje towarzyszące rozstaniom często porównywane są do emocji towarzyszących śmierci bliskiej osoby. Potrzebne jest więc przeżycie prawdziwej żałoby?
- Tak. Poszczególne etapy żałoby dają nam nadzieję, że to jest proces, przez który można przejść, że z tą stratą można się uporać, można ją przeżyć. I że nie jesteśmy sami - wielu ludzi już przez to przeszło. - Porzucona osoba boleśnie odczuwa też odrzucenie. Jak można sobie z tym poradzić?
- Ból jest nieunikniony. Można jednak sobie pomóc nie pielęgnując go, nie zatracając się w nim. Do tego jednak potrzebne jest wybaczenie – ono przynosi ulgę. - W sytuacji, gdy czujemy się pokrzywdzeni, raczej złościmy się na byłego partnera, niż myślimy o tym, by mu wybaczyć.
- Prof. Jerzy Mellibruda w książce „Pułapka nie wybaczonej krzywdy” zwraca uwagę, że osoby skrzywdzone często cierpią podwójnie - raz z powodu krzywdy, jaka ich spotkała, drugi raz - z powodu urazy, pielęgnowanej później przez długie lata. - Jak pozbyć się tego ciężaru? - Wybaczyć. - Czym jest wybaczenie, a co nim nie jest? - Wybaczyć nie znaczy: zapomnieć, zrozumieć, usprawiedliwić, udawać, że nic się nie stało, bagatelizować krzywdę, zaufać ponownie, zaprzyjaźnić się albo być blisko z osobą, która nas skrzywdziła. Wybaczyć oznacza: zrezygnować z pielęgnowania urazy, zrezygnować z zemsty (w tym karania samego siebie), pogodzić się z brakiem rekompensaty za doznane krzywdy, pogodzić się z tym miejscem w życiu, w którym się jest. (od Autorki wywiadu - zapraszam do lektury artykułu Czym jest, a czym nie jest wybaczanie http://www.wpelnidnia.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=3&Itemid=21 ) - Nie zapominać? - Przeciwnie - niczego nie zapominamy. Wszelkie zdarzenia z naszego życia, także doznane krzywdy, są cennym, życiowym doświadczeniem. Nie warto zapominać lekcji, jakich udziela nam życie. Także doznane krzywdy uczą nas czegoś o świecie, o innych ludziach, o nas samych. Uczą, jakich sytuacji i jakich ludzi lepiej unikać, na co należy uważać, żeby uchronić się przed ponowną krzywdą. Chodzi tylko o to, by pamięć o doznanej krzywdzie przestała boleć. - Nie musimy rozumieć, dlaczego nas spotyka krzywda? - Zrozumienie, czym kierował się sprawca krzywdy, może zaspokoić naszą ciekawość i być cenną lekcją na przyszłość. Niekiedy zrozumienie może też ułatwić wybaczenie. Ale może też utrudnić - ludzie bowiem czasem kierują się negatywnymi intencjami, bądź robią coś złego zupełnie bezmyślnie i bezinteresownie. Zrozumienie i wybaczenie to dwie różne sprawy, które nie muszą iść w parze.
- Jeśli wybaczymy zdradę, postanowimy spróbować budować znów coś razem, to czy możliwe jest ponowne zaufanie - Czym innym jest wybaczenie i ponowne zejście się, a czym innym zaufanie, które traci się bardzo szybko, a buduje latami. Poza tym może być tak, że ktoś po prostu nie zasługuje na zaufanie. Można więc równie dobrze wybaczyć i nie zaufać. - I tkwić w takim związku? - Nie jest to przyjemne, ale niektórzy ludzie decydują się na to. - Niektórzy myślą, że poczują się lepiej, gdy wyrównają rachunki i się zemszczą.
- Pragnienie zemsty, doprowadzenia do tego, by sprawca poczuł się tak samo jak ofiara - jest naturalnym odruchem. Wynika często z pragnienia sprawiedliwości, by każda krzywda została ukarana, a wszystkie rachunki wyrównane. Ale tylko w bajkach zło zawsze zostaje w końcu ukarane, a dobro - nagrodzone. - Czy nie jest tak, że coraz częściej prawem do osobistego szczęścia tłumaczymy sobie rozpad w związkach? Coraz łatwiej się usprawiedliwiamy? - Wiele osób ma romantyczną koncepcję związku – jego trwałość opiera na gorących uczuciach. I gdy miłość wygasa, to związek musi się rozpaść. Uczucia, oczywiście, są bardzo ważne i należy się z nimi liczyć, ale rozsadek nakazuje, by nie opierać się jedynie na nich, bo są one z natury zmienne. W związku z tym żadne trwałe zobowiązanie nie może opierać się wyłącznie na uczuciach. Na początku zazwyczaj dominuje zauroczenie, namiętność, ale badania pokazują, że ten etap zwykle trwa maksymalnie rok. Potem przeradza się w coś bardziej stabilnego, spokojnego - pojawia się przywiązanie, poczucie bliskości, przyjaźń. - Dlaczego więc zdrada tak boli? - Można się poczuć jak ktoś, kogo okradziono, pozbawiono dotychczasowego życia. Boli też utrata poczucia rzeczywistości. Myślimy: co z tego, co on mówił, było kłamstwem, a co prawdą? Od kiedy mnie okłamuje? Na jakim właściwie świecie ja żyję? - Lepiej więc być przygotowanym na zdradę? Tak na wszelki wypadek? - Nie. Zaufanie jest ważne, bo dzięki niemu możliwa jest większa bliskość. A poza tym, na zaufaniu można stracić na dwa sposoby: można stracić na tym, że się zaufało niewłaściwej osobie, co każdy z nas pewnie kiedyś przeżył. Można też stracić nie zaufawszy właściwej osobie. Z tą różnicą, że wtedy nigdy nie dowiemy się, co straciliśmy. rozmawiała: Renata Mazurowska
artykuł ukazał się w miesięczniku Świat Zdrowia http://www.swiat-zdrowia.pl/artykul/jest-zycie-po-zdradzie-rozmowa-z-boguslawem-wlodawcem Zacytuj | Odsłon: 1007
Tylko zalogowan użytkownicy mogą komentować materiały . Proszę zaloguj się lub zarejestruj. |